środa, 31 marca 2010

Przystanek w Wielkim Mieście. WC.

Krótki przystanek w Wielkim Mieście. Godzina. Może dwie. Trzy?
Nad głową samoloty zastygające na moment. Jakby czas się zatrzymał.
Za szybą panorama miasta zwanego Mainhatanem. Podziwiam.
Obok pojawiają się i znikają kolejne twarze. Zaczyna się kolejny dzień.

Wszyscy dookoła w ruchu. Ja czekam. Zastygam na moment.
Kolejny miesiąc już za mną. Kolejne dni, które dopiero co się zaczęły, znikają. Czasem absolutnie zaskoczona czuję się tym, gdzie, kiedy i jak...

Myślę o tym, co się udało. Co z tego marca zostanie...
Wspomnienia liter, słów, emocji, nerwów, radości.

Wspomnienia smaków...

Marzę o kawie... *
a do kawy marcowy ślimaczek z marcepanem...


Kiedy zobaczyłam marcową propozycję Edysi w Weekendowej Cukierni - pomyślałam, ho ho!
Taki ślimaczek wydawał mi się wielkim wyzwaniem...
okazało się na szczęście, że nie taki ślimak straszny - ba! smaczny nawet bardzo!

Tym samym zapraszam na:

Drożdżowe ślimaczki z marcepanem i rodzynkami.

Potrzebujemy:
(na około 15 bułeczek)

ciasto:
- 500 g mąki pszennej
- 50 g świeżych drożdży
- 40 g cukru pudru
- szczypta soli
- 250 ml letniego mleka
- 100 g rozpuszczonego masła
- 2 jajka

nadzienie:
- 50 g rozpuszczonego masła
- 100 g masy marcepanowej
- 1 jajko
- 1 łyżka ciepłego mleka
- szczypta cynamonu
- 50 g brązowego cukru
- 100 g rodzynek
- 100 g posiekanych migdałów
- 1 żółtko do posmarowania
- 1 łyżka wody

do dekoracji:
- 80 g cukru pudru
- 3-4 łyżki soku z cytryny
- 20 g posiekanych niesolonych pistacji (użyłam żurawiny suszonej)

Działamy:

Wsypujemy do miski mąkę, na środku robimy dołek i wkruszamy do niego drożdże. Posypujemy je łyżeczką cukru i wlewamy trochę letniego mleka. Rozcieramy drożdże z mlekiem i cukrem, miskę przykrywamy i odstawiamy na chwilę w ciepłe miejsce, żeby zaczyn "ruszył".
Następnie dodajemy sól, pozostały cukier, rozkłócone jajka, wlewamy masło i letnie mleko. Wyrabiamy gładkie ciasto (w razie potrzeby możemy dosypać około 50 g mąki). Przykrywamy czystą ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce, aż ciasto mniej więcej podwoi swoją objętość.

Wyrośnięte ciasto rozwałkowujemy na oprószonej mąką stolnicy na prostokąt o wymiarach 40x50 cm i smarujemy płynnym masłem.

Przygotowujemy nadzienie: marcepan kroimy na kawałki, ucieramy z jajkiem i mlekiem na kremową masę i równomiernie rozsmarowujemy na cieście. Cynamon mieszamy z cukrem i posypujemy krem. Sam wierzch posypujemy rodzynkami i posiekanymi migdałami.

Zaginamy do środka krótsze krawędzie ciasta o szerokości ok. 2 cm i zaczynając od jednego z dłuższych boków, całość zwijamy w rulon. Roladę kroimy w plasterki grubości 2-3 cm i przenosimy je na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Odstawiamy do wyrośnięcia.

Żółtko roztrzepujemy widelcem z łyżką zimnej wody i równomiernie pędzlujemy wyrośnięte ślimaczki.
Wstawiamy do nagrzanego do 180 st.C piekarnika i piec przez 25-30 minut.

Zimne bułeczki polewamy lukrem przygotowanym z cukru pudru utartego z sokiem z cytryny. Natychmiast posypujemy siekanymi pistacjami (bądź żurawiną) i zostawiamy do zastygnięcia.


* kiedy dzień zaczyna się o 4:00... to mój organizm potrzebuje dużo kawy...

7 komentarzy:

edysia79 pisze...

Śliczne ślimaczki, ładnie im z tymi żurawinowymi koralami :)
Cieszę się że smakowały i dziękuję za przyłączenie się do mojej edycji WC :D

Olciaky pisze...

Ja przyznam się szczerze, że stchórzyłam w Marcowej Weekendowej Cukierni, bo nie miałam niesolonych pistacji:P
Oj.. tak dobrze napisałaś, zupełnie to co mówię sobie na koniec miesiąca.
Pozdrawiam i ściskam mocno.

Zaytoon pisze...

Szalone tempo. Nie zauważyłam nawet, kiedy minął marcowy czas...

Wspaniałe ślimaczki.

Ja do WC nie mam zbytniego szczęścia, więc nie piekłam.
Może kiedyś?

Pozdrawiam! :)

Polka pisze...

Tam tam taaaaam :)
Został jeden dla mnie ? :D

Tilianara pisze...

Jejciu, jejciu, ale ślimaczki - czy i ja mogę jednego, choćby takiego wirtualnego :)

Wesołych Świąt :)

asieja pisze...

na chwilę zatrzymania
w biegu
cudne ślimaczki

gosia99 pisze...

aż ślinka cieknie na samą myśl..pysznie wyglądaja