piątek, 29 stycznia 2010

Smaki dzieciństwa. Mus czekoladowy. Weekendowa cukiernia.

W tle moje ulubione wrocławskie radio. Monika zbiera wspomnienia słuchaczy związanych ze smakami dzieciństwa... vibovit i visolvit wyjadane prosto z saszetki, do tego oczywiście oranżada w proszku... guma donald się też pojawia - ale wszyscy zgodnie przyznają, że najważniejsza w całej gumie była historyjka. Wafelki kukuruku [koukou roukou], to już jednak nie z mojej pamięci. Staropolanka z sokiem malinowym. Czekoladowe szyszki z ryżu dmuchanego. Mleko z zacierkami. Ciepłe lody. Kocie języczki. Lody bambino. Prażynki ziemniaczane. Lizaki w kwiatkiem w środku. Serek homogenizowany w prostokątnym pudełku. Irysy. Tabletki na gardło... tak, smaki naszego dzieciństwa. Takie dosyć dziwne smaki...

Kiedy byłam mała, z moimi przyjaciółmi z uliczki - mieliśmy zwyczaj w ciepłe popołudnia wybierać się na pikniki. Każdy z nas podbierał jakieś łakocie z domowych szuflad (i tak, oranżada w proszku to był wtedy hit) i wędrowaliśmy pod wielki, stary dąb, z kocykiem... szkoda, że tamte pikniki są już tylko wspomnieniem, że tak nasze drogi się rozeszły... Na szczęście dąb ciągle stoi :)

Jednym ze smaków mojego dzieciństwa jest też kogel-mogel.  
Mamuś, zrobisz mi? do tej pory pamiętam nawet w jakim kubku ten kogel-mogel zazwyczaj jadłam...


I tak dziś słuchając swojego radia, wspominając smakołyki z dzieciństwa, tworzyłam mus czekoladowy, który notabene bardzo mi się z koglem-moglem skojarzył. Taki kogel-mogel w wersji bardzo de lux. Z czekoladą gorzką od pewnej niewiasty na K., od której maila dziś dostałam. I o której ciepło myślę. I będę cierpliwie czekać ;)





Mus czekoladowy jest propozycją Gosi w styczniowej Weekendowej Cukierni. I to jest też Gosi wspomnienie z dzieciństwa.

MUS CZEKOLADOWY
[przepis cytuję za Gosią]

potrzebujemy:

200g czekolady gorzkiej
4 jaja
6 łyżek śmietanki kremówki (36%) około 70g masła
3 łyżki cukru pudru
4 łyżki mocnej kawy w płynie


działamy:

Rozpuszczamy czekoladę z masłem i kawą na parze. Odstawiamy do ostygnięcia.
Żółtka ucieramy z połową cukru pudru, dodajemy do nich ostudzoną czekoladę.
Śmietanę ubijamy na sztywną pianę, dodajemy do masy jajeczno-czekoladowej.
Białka również ubijamy na pianę z odrobiną soli, pod koniec ubijania dosypujemy resztę cukru pudru.
Naszą pianę białkową delikatnie łączymy z masą czekoladową.
Wykładamy mus do małych salaterek, dekorujemy według uznania.Wstawiamy do lodówki i czekamy aż zastygnie. a potem już tylko... smacznego!


U mnie pojawił się w wersji z babcinymi wiśniami. To był pyszny początek mojej przygody z Weekendową Cukiernią. Mam nadzieję, że teraz co miesiąc będę w niej gościć :)

12 komentarzy:

Bea pisze...

Faktycznie, Visolvit! :D
Prawie ze o nim zapomnialam... ;)
Tez czesto lubie powspominac te smaki; niektorych mi brakuje bardziej, innych mniej.

A mus wyglada wspaniale!

Pozdrawiam serdecznie Amarantko :)

Goś pisze...

Tak, to jedno z moich wspaniałych wspomnień z dzieciństwa;)
Ale pamiętam i ciepłe lody i kogel-mogel (często z dodatkiem kakao i pianką z białek;)...Ooo i czekoladowe szyszki, pycha!

Mus wygląda pięknie jak na mus przystało;) Musi smakować nieziemsko z babcinymi wiśniami:)

Cieszę się, że wzięłaś udział w WC:)

Pozdrawiam!:)

amarantka pisze...

Visolvit :) ja sobie za to nie mogę przypomnieć jak się te tabletki na gardło nazywały, takie do ssania...

mi tych smaków w sumie nie brakuje, ale miło jest je sobie powspominać, odświeżyć pamięć, pouśmiechać się do siebie z dzieciństwa :)

i ja Beo droga pozdrawiam serdecznie :)

Bea pisze...

Ale takie typowo 'lecznicze' tabletki? Ja pamietam tylko Chlorochinaldin... ale nie wiem, czy to o te Ci chodzi :/

amarantka pisze...

Gosiu, ja się z udziału w WC również cieszę, ba! cieszę się zapewne bardziej :)

a Twój mus... niebo po prostu!

(pozostałe propozycje z WC wyglądają równie wspaniale i na pewno jeszcze je wypróbuję...)

amarantka pisze...

Beo, tak, chyba właśnie o to mi chodzi :) słodkie w smaku, do ssania...

majka pisze...

Wszystkie smaki mojego dziecinstwa zebrane w jednym miejscu :)) Hostoryjki z gumy Donald zbieralam namietnie a pozniej wklejalam je do zeszytu (po jakims czasie klej zasychal a hostoryjki sie odrywaly bo byly sliskie) :)) Visolvit i Vibovit...pamietam jak dzis, jak wyjadalam je z torebek... :)) I jeszcze woda z sokiem z saturatora ustawionego na ulicy :) Tylko tych batonikow nie pamietam.


Mus wyglada oblednie. To pierwsze zdjecie rewelacja :)

cukrowa wróżka pisze...

Ja niestety gum Donald nie pamiętam, z oranżadkami też ciężko. Ale mleko z zacierkami owszem. Albo z bułką, jak w przedszkolu. :]
A kogel - mogel pierwszy raz babcia mi zrobiła, też wspomnienie. Mus wygląda pysznie!

Anonimowy pisze...

Uwielbiam Twoją słodycz, Amarantko! GorzKa:)

♥ Ania z Zielonego Wzgórza ♥ pisze...

ooooo, jkaie pyszności!!!!! mmmmm :)

Ania vel Vespertine pisze...

ALe się francusko crobiło: creme brulee, teraz mus czekoaldowy... ;) Ja niedawno musowałam, więc na razie mi musów starczy. Ale pyszne są, to fakt.

amarantka pisze...

Maju - dziękuję!
Batoniki / wafelki też skojarzyłam dopiero po obejrzeniu reklamy na tubie... ja natomiast jako wiejskie dziecko nie pamiętam wody z saturatora na ulicy...

Cukrowa Wróżko - dziękuję za komplement :)

Aniu i Aniu - wielki uśmiech dla Was :)

GorzKa - uścisków moc, moja Ty kochana Ka!