czwartek, 28 stycznia 2010

briser la croûte d'une crème brûlée

Gorąca czekolada z creme chantilly i wiórkami czekoladowymi. Małe przyjemności, słodkie nieszkodliwe pokusy. Paprykowy rożek, jak mówiła Vianne – mocny, odważny smak. Manon blanc z migdałem, puszysty od śnieżnego kremu.
Porcja świeżego, czystego, intrygującego umiarkowania czyli ratatouille wykonanego przez małego Remy’ego.
Smażone, zielone pomidory podawane przez Ruth w The Whistle Stop Cafe.
Kuchnia, zawsze ciepła przy Roosevelta w Poznaniu, u Borejków, a w niej złote jabłka Hesperyd, paluszki Aspazji i inne cuda… cudowne w swej prostocie...
Lubię poddawać się swojej wyobraźni. Dosiadam się do kuchennego stołu… zajmuję miejsce przy ladzie… wygładzam obrus na stoliku… wyrównuję sztućce... zanurzam łyżeczkę w filiżance... czekam, aż wyobraźnia podsunie mi najpierw zapach… potem smak… tak bardzo nieznany, tak bardzo tajemniczy… rozkoszuję się tą chwilą, by potem przenieść ją do swojej kuchni.



… briser la croûte d'une crème brûlée ... czyli to co lubi Amelia… przebijanie się przez skorupkę do crème brûlée… to też bardzo długo był smak wyłącznie z mojej wyobraźni. I oto – w końcu! dzięki temu że stałam się szczęśliwą posiadaczką mojego małego palnika postanowiłam nie czekać dłużej na Paryż - stworzyłam go u siebie.



Crème brûlée
(na cztery porcje, płytki o średnicy 15 cm)

potrzebujemy:

500 ml śmietanki kremówki (użyłam 36%)
1 duża laska wanilii (w razie braku takowej - w ostateczności - cukier w prawdziwą wanilią)
6 żółtek
5 łyżek drobnego cukru (użyłam białego)

około 0,25 szklanki cukru do karmelizowania - korzystałam zarówno z białego, jak również z trzcinowego

działamy:

Rozgrzewamy piekarnik do 100 stopni C [bez termoobiegu].

W garnuszku - najlepiej takim, który się za szybko nie przypala - zagotowujemy powolutku śmietanę, cukier i wanilię. Kiedy nasza śmietana z dodatkami chwilę pobulgocze, odstawiamy ją na bok, aby lekko ostygła.

Ubijamy żółtka lekko, aż będą dobrze wymieszane - tak aby żółtka nie stały się białe i napowietrzone. Wlewamy chochlę śmietanki - lekko ostudzonej, mieszamy, następnie kolejną chochlę, ponownie mieszamy. Wlewamy resztę śmietany.
Tu autorka przepisu, z którego korzystałam, sugeruje uderzenie mocno naczyniem z naszym kremem o blat, po to żeby pozbyć się wszelkich bąbli - warto przy tym uważać, żeby nasz krem nie wylądował gdzieś na podłodze. Crème brûlée powinien być gładki, bez bąbli, niewyrośnięty. Przelewamy przez sitko do miski, a następnie rozdzielamy na miseczki [najlepsze są płytkie, o dużej średnicy].

Pieczemy w 100 stopniach przez około 50 minut. Masa po wyjęciu nie będzie sztywna - ma być ścięta, sprężysta, lekko budyniowa. Krem studzimy, a następnie przykrywamy folią i chowamy do lodówki na przynajmniej cztery godziny.
Bezpośrednio przed podaniem posypujemy cukrem i karmelizujemy palnikiem. W razie braku palnika - można ewentualnie podłożyć pod grill w piekarniku na chwilkę, tak aby nie przypalić zbytnio naszego kremu.

Smacznego!



p.s. przepis pochodzi z forum cincin, autorką jest Malgosimi;
i wierzę, że efekt, jaki uzyskałam jest tym właściwym :) w każdym razie - smakowało. Bardzo...

8 komentarzy:

gosiaa99 pisze...

Creme brulee..cudo..ale ta muzyka .nie moge przestać słuchać:)

amarantka pisze...

I jedno i drugie wciągnąć swą zmysłowością potrafi :)

Komarka pisze...

Amarantko, narobiłaś mi smaku na gorącą czekoladę najpierw, a potem na taki właśnie creme brulee z karmelową skorupką :) Takie zmysłowe pisanie o jedzeniu działa czasem bardziej a na pewno równie silnie jak zdjęcia :)

♥ Ania z Zielonego Wzgórza ♥ pisze...

Oszalałam! mmmmmmmmmniamuśne to musi być! Wygląda nieziemsko! :) ps: dzięki za przemiły komentarz u mnie na blogu, az serducho sie raduje :)))

amarantka pisze...

Komarko :) a to się cieszę bardzo, że udało mi się narobić Ci smaku. Bo ja zawsze jak do Ciebie zaglądam, to automatycznie głodna się staję... mogłabym codziennie u Ciebie obiady jadać.
a co do zmysłowości w słowach... oj działa, działa...

Aniu - dla Ciebie zawsze będę miała miłe słowo... wystarczy, że na misia popatrzę :)

majka pisze...

Gdyby ktos spytal mnie na jaki deser mam wlasnie ochote, bez zastanowienia odpowiedzialabym: creme brulee :)) Moze nie uwierzysz ale ten deser jadlam tylko raz (w Polsce, przy czym byl nieziemsko slodki i kosztowal mysle, ze nieadekwatnie do porcji). Marzy mi sie wlasnie taki creme brulee samodzielnie przygotowany. Twoj wyglada tak nieziemsko pysznie, ze nie moge przestac od wczoraj o nim myslec :)) I ta skorupka...cudo!

amarantka pisze...

Maju, uwierzę, uwierzę, bo ja też póki co tylko raz jadłam ten krem - swój własny...
ale jakby Ci ochota nie przeszła - to zapraszam do siebie :)

Ania vel Vespertine pisze...

O tak, bez palnika nie ma co się do c.b. zabierać, takie jest moje zdanie. Wiesz, kiedy oglądałam po raz peirwszy "Amelię", nie miałam pojęcia, cóż to za deser i strrrasznie mnie intrygowała ta skorupka, którą Amelia rozbija. MInęło kilka lat, wsiąknęłam w kulinaria i poznałam smak tego deseru.