wtorek, 23 lutego 2010

na dobry dzień...

Lubię soboty. I lubię niedziele. Kiedy dzień zaczyna się powoli. I kiedy jest czas na wspólne śniadanie.

Siadamy przy naszym małym drewnianym stole. Na naszych dwóch drewnianych krzesłach. Powstają plany na dalszy ciąg dnia. Na nowy tydzień. Na resztę miesiąca. Dyskutujemy o tym, jak długo Adaś powinien  jeszcze skakać. I jaka pogoda jest lepsza. Wymyślamy, gdzie chcemy pojechać i co zobaczyć. Wspominamy nasze przebyte już drogi.

W takie dni, już tradycją się stało, domowe pieczywo. Takie wypieczone w piątek wieczorem na sobotnie śniadanie. Sobotnią nocą na niedzielne dzień dobry. Smakujemy wolną chwilę.

 

Ostatnio powstały bułeczki owsiane prezentowane przez Weekendową Piekarnię po godzinach, potem pokazywała je też u siebie Polka. I Polce też za rozwianie moich wątpliwości bardzo dziękuję :)
Sam przepis pochodzi natomiast z książki J. Hamelmana "Bread".
Są smaczne, bardzo smaczne. I proste do zrobienia, naprawdę. I można zamiast bułek zrobić chleb.

 

Bułki owsiane
(cytuję właściwie w całości za dziewczynami)

Potrzebujemy:

375g białej pszennej mąki chlebowej
125g mąki pszennej razowej (100%)
83g płatków owsianych
313g wody (o temp. 24C)
50g mleka
33g płynnego miodu
33g oleju roślinnego
11g soli
1 1/2 łyżeczki drożdży instant


Działamy:

Płatki owsiane zalewamy ciepłą wodą i zostawiamy na 20 minut. Gdy zmiękną, dają się łatwo rozgnieść pomiędzy palcami. Do płatków dodajemy  pozostałe składniki i wszystko dokładnie wymieszać. Następnie zagniatamy średnio luźne ciasto, delikatnie lepkie od miodu.Miskę z ciastem zakrywamy folią, zostawiamy na 45 min na kuchennym stole, po czym wkładamy ją na noc do lodówki (4C). Pobyt w chłodzie pozwala ciastu wzbogacić smak jak również przedłużyć późniejsze przechowywanie pieczywa. Zimne ciasto kilkakrotnie odgazowujemy w trakcie wyrastania (przez pierwsze kilka godzin). Mi o tym przypominała moja specjalna miska ;)
Następnego dnia, po ogrzaniu (1-2 godz. w temperaturze pokojowej) dzielimy ciasto na 12 równych części (86g), lekko kształtujemy, układamy zlepieniami w górę, zakrywamy i zostawiamy na 20 minut. Formujemy sprężyste bułeczki, wierzchy maczamy w wodzie, a następnie w płatkach owsianych. Układamy na blaszce.
Bułeczki zostawiamy do wyrośnięcia na 1 - 1 1/2 godziny w 24C (ciasto powinni podwoić swoją objętość). Po tym czasie pieczemy w piekarniku nagrzanym do 240 stopni - przez 15 minut, potem zmniejszamy temperaturę do 220C i dopiekamy jeszcze 10-15 minut.

 

7 komentarzy:

Zaytoon pisze...

Planowałam upiec te bułeczki, ale wtedy zorientowałam się, że nie mam miodu. Teraz już grzecznie siedzi w szafce i czeka na ciekawe propozycje. Takie, jak ta. Może w ten weekend? Wypieczone w piątek wieczorem na sobotnie śniadanie. Sobotnią nocą na niedzielne dzień dobry. Pięknie napisane. Prawdziwie. Jak u mnie.

Pozdrawiam! :)

margot pisze...

jakie apetyczne zdjęcia bardzo smakowitych bułek , pięknie się prezentują

Olciaky pisze...

Tez przymierzałam się do owych bułeczek, ale wiesz no zawsze coś.
A dzisiaj piekłam chleb zakwasowy z ryżem!:D
Pozdróweczka, piękna serweteczka, ha! nawet rymuję o tej godzinie;P

Olciaky pisze...

Tez przymierzałam się do owych bułeczek, ale wiesz no zawsze coś.
A dzisiaj piekłam chleb zakwasowy z ryżem!:D
Pozdróweczka, piękna serweteczka, ha! nawet rymuję o tej godzinie;P

majka pisze...

Sliczne zdjecia. I ta serwetka...zachwycila mnie. I oczywiscie buleczki piekne. Ja tez musze znow zabrac sie za pieczenie.

A takie leniwe sniadania i palnowanie ja tez lubie. Nawet, jak Maly lobuzuje gdzies w tle :))

amarantka pisze...

Zaytoon - piecz, piecz, naprawdę są pyszne :)

Margot - dziękuję :)

Olciaky - Ty jesteś gigantka, wiesz? takie wypieki!

Maju - dziękuję :) (i wiesz, tego Małego łobuzującego w tle Ci zazdroszczę... )

Bea pisze...

Sliczne buleczki! I cudna serwetka :))