czwartek, 25 lutego 2010

Skoro. Jeśli. Gdy. Wiosna?

Skoro sąsiady*...
... wyciągają swoje skuterki, motorki i krótkie spodenki...
... uruchamiają na nowo swoją garażową kapelę...
... tworzą długie kolejki na myjni...

Jeśli ja...
... przez większość dnia mam pootwierane okna...
... pranie** suszę na wietrze...
... odnajduje nowe pokłady energii...

Gdy za oknem...
... słońce świeci od rana...
... powietrze pachnie inaczej...
... temperatura jest zdecydowanie na plusie...

to chyba możemy już mówić o WIOŚNIE?

To mnie zaskakuje ciągle, jak bardzo, jak co roku, od nowa, cieszy mnie wiosna...

Kulinarnie jednak jeszcze zimowo - zimowo bo lutowo.
Lutowa Weekendowa Cukiernia.



Pączki, makaroniki, brownies. Przy pączkach odstrasza mnie smażenie. Skutecznie odstraszyło i tym razem. Przy makaronikach braki w sprzęcie kuchennym, bo ten rękaw chyba by się tu przydał... [trochę więcej doświadczenia też...]

I tym samym, drogą eliminacji... zostało brownies bez mąki, z truskawkami, których zabrakło, ale to już inna historia. I cieszę się bardzo, że akurat brownies. Smakowało mi o wiele bardziej niż to, które prezentowałam wcześniej. To jest lżejsze, nie za słodkie i po prostu rozpływa się w ustach. I koniecznie do wypróbowania następnym razem z truskawkami.

 
Brownies bezmączne.
podaję za Olcik

Potrzebujemy:

35 g kakao
80 ml gorącej wody
150 g gorzkiej czekolady, roztopionej (użyłam takiej z 70% kakao)
150 g masła, roztopionego
230 g ciemnego brązowego cukru
100 g zmielonych orzechów laskowych (użyłam włoskich)
4 jajka
100 g truskawek (mogą być mrożone) (zabrakło, niestety)

1 łyżka kakao, do dekoracji

Działamy:

Piekarnik nagrzewamy do 180ºC
Kakao mieszamy z gorącą wodą do gładkości. Wlewamy do niego roztopioną czekoladę, masło, wsypujemy cukier, orzechy i dodajemy żółtka. Miksujemy do uzyskania gładkiej masy. Dodajemy truskawki. Białka ubijamy na sztywną pianę. Delikatnie łączymy z czekoladowym ciastem.

Blaszkę o boku 19 - 20 cm  (moja miała 20x30cm) wykładamy papierem do pieczenia. Przelewamy do niej czekoladową miksturę. Pieczemy przez 60 - 70 minut. Studzimy 15 minut w blaszce, wyjmujemy na talerz, do góry spodem, delikatnie zdejmujemy papier. Posypujemy kakao i kroimy na kwadraty.


* sąsiady, skutr, przytulak - taka nasza mowa...
** dzisiaj wyskoczyło mi ekstra pranie, niezaplanowane i niechciane, a wtajemniczeni wiedzą jak bardzo nie lubię tutaj prać ;) tylko słońce mnie uratowało od wielkiego wrrrr...


10 komentarzy:

Olciaky pisze...

Cieszę się, że zrobiłaś;*
U mnie to brownies to już tylko wspomnienie:)

Pozdrówka!

Zaytoon pisze...

Tak, zdecydowanie można mówić o wiośnie. Plus DZIESIĘĆ w cieniu chyba mówi samo za siebie... ;)) Teraz tylko mieć nadzieję, że tak już zostanie. Do lata.

I takiego brownie kawałeczek, to może bym tak w ramach wiosennego dobrego nastroju dostała, coo? ;))

Pozdrawiam!

asiejka pisze...

taka słodka zima to może jeszcze trwac..
odrobinę

Weroniko pisze...

Skoro tak mówisz to wiosna, w sumie za wiosna nie przepadam (wiem, że bluźnię) ale cieszy mnie noszenie lżejszego płaszcza i radość na twarzach innych.

Polka pisze...

To ja z chęcią kilka promyków tej wiosny bym chciała od Ciebie dostać :)
I suszenia prania na wietrze zazdroszczę bardzo. Tutaj szaro, buro i pada... Mam nadzieję, że w Londynie będzie ładniejsze lato w tym roku :)

Uściski:*

majka pisze...

Ja tez juz powoli ciesze sie wiosna (w ogrodkach juz zakwitly przebisniegi) chociaz u nas ostatnio troche wietrznie. Ale za to plus na termometrze. No i sasiady tez myja samochody :))

Ciastem sie czestuje bo wyglada oblednie pysznie :)

I zastanawiam sie czemu nie lubisz robic tu prania...? Czyzbyscie nie mieli suszarni? A moze masz awersje do "zbiorowych" suszarni? :))

Pozdrawiam wiosennie :)

amarantka pisze...

Zaytoon - jasne, że byś dostała, kawałeczki nawet dwa :)

Asiejko, słodka tak... szaro burej podziękuję już...

Weroniko, nie bluźnisz, Mój Luby też mi to powtarza, że wiosny nie lubi :)

Polko - trzymam kciuki za udane lato :) natomiast wczorajszy wietrzyk zmienił się w małą wichurę... na szczęście wszystko już suche!

Maju - prania ja tutaj nie lubię, bo nie mamy pralki - albo ręcznie, albo pralnia. Kupować pralki tu już nie będziemy, bo za chwilę (4 miesiące) wracamy do PL, więc klamotów mnożyć już nie chcemy. Ot i cała historia :)
a pogoda też już się zmieniła... wietrzyście się zrobiło :)

majka pisze...

To jednak wracacie... Ja niestety jestem skazana tu na "dozywocie" :) Chyba, ze cos sie wydarzy. Ale moze lepiej niech nic sie nie dzieje, bo mnie tu jak na razie dobrze :)

Dzieki, ze opowiedzialas mi historie prania :))))

amarantka pisze...

Maju, my wracamy, od początku mieliśmy świadomość , że to tylko tymczasowo tutaj...
a jeśli Tobie tu dobrze - to najważniejsze :)

mam nadzieję, że choć trochę mnie z tym praniem rozumiesz teraz ;)

Bea pisze...

Tez mam wrazenie, ze wiosna juz wisi w powietrzu. Ale nie przeszkadza to zupelnie w spalaszowaniu tak smakowitego Brownies :))