sobota, 24 kwietnia 2010

Gdy budzi mnie słońce...


Po chwilowych zawirowaniach przyszła spokojna, wspólna sobota. Słońce rozświetla wszystko dookoła, poranna cisza doskonale łączy się z porannym kubkiem kawy, powietrze wypełnione jest lekkością i dobrą energią... we mnie kiełkuje uczucie, że to będzie dobry dzień. Dziś jest dobrze. Jest pięknie. Z uśmiechem, z radością, z energią, z nadzieją. Wszystko mnie dziś cieszy i wierzę, że tak zostanie, że tak będzie dalej. Za minutę, za godzinę, wieczorem. I chciałabym umieć przekazać ten poranek dalej, móc podzielić się nim...





Na śniadanie coś prostego, bliskiego mi szczególnie, bo zawierającego w nazwie moje miasto. Jak napisała Liska, z której przepisu skorzystałam - bułka w starym stylu, skrywająca delikatny środek, który pasuje do wszystkiego. I jest naprawdę prosta do zrobienia.


Bułka wrocławska
2 bułki


Potrzebujemy:

600 g pszennej mąki (dowolnego typu)*
160 ml mleka
200-220 ml wody
15 g świeżych drożdży + 2 łyżeczki cukru
12 g soli (to ok. 1,5 łyżeczki)
30 g oleju słonecznikowego


Działamy:

Drożdże kruszymy i zasypujemy 2 łyżeczkami cukru. Kiedy sie roztopią, dodajemy do ciepłego (nie gorącego!) mleka i odstawiamy na chwilę, żeby nasze drożdże zaczęły pracować.
Do miski wsypujemy mąkę,  robimy na środku dołek, wlewamy drożdże, następnie dodajemy pozostałe składniki. Zagniatamy ciasto - będzie miękkie i niezbyt klejące. Ręcznie wyrabiamy je około 15 minut, mikserem - około 7 minut. Wyjmujemy na oprószony mąką blat, formujemy z ciasta kulę, delikatnie smarujemy ją olejem i przekładamy do miski. Przykrywamy folią i odstawiamy do wyrastania na około 1-1,5 godziny.
Następnie wyjmujemy ciasto na blat, lekko je spłaszczamy i dzielimy na 2 części. Z każdej formujemy podłużną, niezbyt cienką, bułkę. Układamy je na blasze wyłożonej papierem, przykrywamy ściereczką i zostawiamy do wyrastania na kolejną godzinę.

Piekarnik nagrzać do 230 st C.

Na dno wsypujemy 1/2-1 szklankę kostek lodu. Kiedy się roztopią, nacinamy bułki ostrym nożem lub żyletką (czego ja nie zrobiłam), powierzchnię smarujemy delikatnie wodą** i wstawiamy do piekarnika. Po 10 minutach obniżamy temperaturę do 210 st C i pieczemy kolejne 20-30 minut.
Jeśli wierzch bułek zbyt szybko się nam przyrumieni, możemy przykryć je folią aluminiową.
Po upieczeniu smarujemy je jeszcze raz wodą i wstawiamy do wyłączonego, ale gorącego piekarnika na 3 minuty. Studzimy na kuchennej kratce. Smacznego!
* użyłam naprawdę różnych mąk, końcówkę chlebowej, końcówkę razowej, trochę zwykłej tortowej i trochę krupczatki, to co akurat mi się kończyło;

** jak radzi autorka - do wody dodać możemy szczyptę cukru, dzięki czemu bułki lepiej się rumienią;

Jeśli potrzebujecie dokładniejszej instrukcji - zapraszam do Liski, u której po kolei każdy etap robienia bułki został udokumentowany na zdjęciach. Ja jeszcze napiszę tylko, że ta bułka naprawdę smakowała mi dokładnie tak, jak zapamiętana z dawnych lat bułka wrocławska. Jej minusem jest to, że najlepiej zjeść ją w ciągu 24h po upieczeniu, co jednak problemu nie powinno stanowić :)



Miłego, pięknego dnia!

8 komentarzy:

kornik pisze...

Też ją robiłam i faktycznie smakuje jak prawdziwa wrocławska a nie wata z supermarketu:)
Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

Tilianara pisze...

Aż przyjemnie czytać post napisany z taką radością :) A bułeczka prezentuje się wspaniale :)

Wiesz, że już niedługo odwiedzę Twoje miasto i już nie mogę doczekać się oglądania tych krasnali - strasznie mnie bawią, jak oglądam je na zdjęciach :)))

Weroniko pisze...

Zastanawia mnie jak smakowała dobra bułka wrocławska, ale sama jej na razie nie zrobię.
Tytuł tego posta skojarzył mi się od razu z "Woła mnie słońce" Apolnarego, ale to jakieś za dalekie skojarzenie :)
A i cieszę się bardzo, że słońce wróciło.

Zaytoon pisze...

Wrocławianka?
Wybieram się.
W czerwcu. ;)

Bułka wygląda fantastycznie.
Kiedyś na pewno spróbuję.

Pozdrawiam!
I cieszę się, że nasze dmuchania, przeganiania chmury niejako pomogły. ;)

asieja pisze...

jutro zacznij dzień z równie dużą dawką optymizmu.. :-)

Olciaky pisze...

Śliczna bułeczka:*
ach.. te soboty

majka pisze...

Uwielbiam cieple, sloneczne dni. Lubie budzic sie i widziec slonce za oknem :) Wczorajszy dzien byl przepiekny, taki cieply i radosny (wreszcie moglismy rozpoczac prawdziwy sezon rowerowy:))

Bulke wroclawska bardzo lubie. Przymierzam sie do jej upieczenia juz od bardzo dawna. Twoja wyglada sliczniutko :))

Pozdrawiam!

amarantka pisze...

Korniku - dziękuję :)

Tili - mogę posłużyć za przewodniczkę :) choć pewnie w temacie krasnali mogłam wypaść z obiegu...

Weroniko, nie znałam, wygooglałam. Trochę w inne tony uderzył Apolinary... ale ładny to tekst.

Oliwko, pomogło, pomogło :)
w czerwcu mówisz... to jak byś miała czas/ochotę na spotkanie, daj znać :) już powinnam być z powrotem w Moim Mieście.

Asiejko... tak też zrobiłam!

Olciaky - dziękuję :)

Maju, działaj, bo naprawdę łatwo, prosto i przyjemnie się ją robi :)