wtorek, 8 grudnia 2009

Mikołajowe - uświadamianie. Ciasteczka - makowe.

Może dziś na przekór. Choć nie do końca.

Tak, czuć już dookoła bardzo świąteczną atmosferę. Niemieckie jarmarki błyszczą tysiącem kolorów. Świąteczny band pod ratuszem wygrywa na trąbkach "christmasowe" hity. Pewnie Ci wszyscy, którzy uczyli się w szkole niemieckiego pamiętają - O Tannenbaum, o Tannenbaum, Wie grün sind deine Blätter!...
A ja się ostatnio zastanawiam nad Mikołajem. Bo w życiu każdego z nas nadszedł już zapewne taki moment, że w jakiś sposób dowiedzieliśmy się, że te prezenty podrzucane pod poduszkę tudzież do buta tudzież do skarpetki, to tak nie do końca od Mikołaja Świętego są. Że raczej Szanowny Staruszek na dachu u nas nie lądował i przez komin się nie przeciskał...
Podobno ja sama długo swojej Mamie wypominałam, że mnie uświadomiła. Z samego uświadamiania w sumie niewiele pamiętam - kuchnię, Mamę, była też chyba jeszcze jedna osoba obecna... przedpołudnie raczej, sobotnie może?  wszystko jak za mgłą... pamiętam tylko całkiem mocno rozczarowanie swoje - no jak to? nie ma? naprawdę? ale naprawdę nie ma? no a te prezenty? to skąd? ...?
Moje młodsze kuzynki chyba dosyć długo w Mikołaja wierzyły... czasami mój Tato się przebierał i przynosił im podarki... gdzieś mamy jeszcze zdjęcia z takiej wizyty, gdy dziewczynki w różowych szlafroczkach klęczą przed Mikołajem i się modlą (?!?!) (chyba miały jakiś wierszyk powiedzieć...)
Mój A. nie pamięta, żeby w ogóle wierzył, ale może to są skutki posiadania starszej siostry, która szybko młodszego brata w poszukiwanie prezentów wciągnęła i tym samym wiarę unicestwiła.

A wy? jak zostaliście uświadomieni, że Mikołajem tak naprawdę może być każdy z nas?



Ciasteczek pieczenie rozpoczęte. Na początek kolejna wersja kruchych. Takich zwykłych. Takich po prostu. Do chrupania z kubkiem mleka. Herbaty. Do przechowania w puszce przez dwa tygodnie. U nas zapewne jutro już ich nie będzie :)


CIASTECZKA MAKOWE

Potrzebujemy:
12-13 dag mąki
5 dag cukru pudru
3 dag maku (niemielonego)
7 dag masła

1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 żółtko
2 łyżki mleka

Działamy:
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni (lub 160 przy termoobiegu). Zagniatamy mąkę z masłem, proszkiem do pieczenia, cukrem pudrem, żółtkiem, mlekiem i makiem. Rozwałkowujemy do grubości 2 mm. Wycinamy ciasteczka o różnych kształtach (radzę jednak, żeby były to kształty w miarę proste, bo ciasteczka są naprawdę delikatne). Blachę wykładamy papierem pergaminowym i umieszczamy na niej nasze ciasteczka. Pieczemy około 6 minut! Smacznego!




5 komentarzy:

Mirabelka pisze...

Ciekawy temat poruszyłaś :) Ja uświadomiłam się... sama. Jakoś tak samo to wyszło, w 2 czy 3 klasie szkoły podstawowej. Z tym, że oczywiście zawsze wiedziałam, że Mikołaj to nie żaden z tych przebierańców z TV i nie ten pan, który w czerwonym stroju rozdawał nam prezenty w czasie szkolnego spotkania mikołajowego (od razu się domyśliłam, że to dyrektor...). Nie, ja długo wierzyłam w Mikołaja, który po cichutku, na paluszkach, podkłada w nocy prezenty, nikomu, nikomu się nie pokazując :) Gdy już dotarło do mnie, że to jednak nie tak, byłam wystarczająco duża, by zamiast żalu poczuć do rodziców wdzięczność, że tyle razy sprawiali mi taką radość z tych wszystkich upragnionych prezentów... Że chciało im się "w to bawić" :) Myślałam o tym, jaką radość musiał sprawiać im widok mojej rozradowanej twarzy na widok prezentów :) jakże mogłabym mieć do nich żal?... :)

majka pisze...

Hmmm...z tego co pamietam dosyc szybko przestalam wierzyc w Mikolaja. A wszystko przez moja ciocie, ktora postanowila pewnego dnia przebrac sie za Mikolaja. Wszystko byloby ok gdyby nie to, ze...zauwazylam jej brazowe wlosy wystajace spod czapki :) Nic nikomu nie powiedzialam ale swoje juz pozniej wiedzialam :)

Ciasteczka sliczne. Najbardziej podobaja mi sie jezyki :) I wiewioreczka tez urocza :) Podejrzewam, ze u mnie nie polezalyby dwa tygodnie. Juz teraz musze sie powstrzymywac aby nie zjesc tych, ktore sama upieklam :))

agatek pisze...

Ja długo wierzyłam w Mikołaja, bo nie chciałam żeby go po prostu nie było. Pamiętam nawet jak pewnego 6 grudnia przyjechała do nas ciocia i podłożyła do buta upominki, mama po paru latach powiedziała mi, że to właśnie ciocia je tam włożyła, ale ja nie chciałam jej uwierzyć i przekonywałam, że to na pewno święty Mikołaj- przecież widziałam :)

O Tannenbaum... nie zapomnę jak śpiewaliśmy to w szkole (nikt nic więcej nie umiał poza tym słowem :D )

Te ciasteczka na pewno są pyszne, ale chyba najprzyjemniejsze jest ich wycinanie. Nie, chyba jednak chrupanie :)

panama pisze...

kiedy ja zdążę te wszystkie Twoje genialne przepisy wypróbować???
a w mikołaja szybko przestałam wierzyć...niestety
dlatego dziewczynom staramy się jak najwięcej pokazać tego czaru, i razem z nimi przeżywamy, zachwycamy się i rozdziawiamy buzie z przejęcia ;)

confianza

amarantka pisze...

Mirabelko - pięknie mikołajowo u Ciebie w takim razie było :)

Maju - też mam wspomnienie z kobiecą wersją Mikołaja - w przedszkolu się to zdarzyło i też się zorientowałam, że coś tutaj nie pasuje...

Agatko - i wycinanie. I chrupanie. Wszystko przyjemne. O Tannenbaum... niemiecki hit na polskich lekcjach :)

Confianzo - :) te ciasteczka to chyba już znasz... i buziaki wielkie dla Twoich dziewczynek kochanych!