wtorek, 11 maja 2010

Śniadania i omlety.

Śniadania. Należę do tej grupy osób, które niestety śniadań nie traktują z należną im czcią, ba! w ciągu tygodnia ten posiłek potrafi nie istnieć. O świcie wypijam kubek kawy i tyle mnie kuchnia widziała. Inaczej sprawy się mają w weekend, ale to już wiecie. Wtedy jest czas na celebrowanie śniadań, co też zawsze staramy się robić.

W moim domu rodzinnym, w czasach szkolnych, w niedzielę na śniadanie była jajecznica robiona przez Tatę, który notabene zbyt często samodzielnie posiłków nie przygotowuje, ale wtedy ten jeden - tydzień w tydzień. Te niedzielne śniadania, to były jedyne śniadania, jakie jedliśmy razem, stąd może moje obecne przyzwyczajenia?

Omlety. Kojarzą mi się z moją mamą i jej omletem, robionym specjalnie dla mnie. Duży, gruby, na słodko z powidłami śliwkowymi albo na słono z szynką i serem. Gdy teraz o nim myślę, to było takie moje comfort food, choć wtedy jeszcze tego tak nie nazywałam.

Omlet kojarzy mi się też z pewnym obiadem w małej restauracji w Strasburgu, zjedzonym mniej więcej rok temu w majowe popołudnie. Przy zamawianiu strzelaliśmy w ciemno, karta była wyłącznie w języku francuskim, a kelnerka. mimo że rozumiała nasz angielski, nie miała ochoty się nim posługiwać. Nasz najmniejszy słownik świata nie zawierał nawet połowy wyrazów z karty, lardons de dinde, concombres, yaourth - to była wtedy tajemnica. Nawet persil* nią był. Na szczęście - brak znajomości francuskiego nie przeszkodził nam w zamówieniu jednego z najlepszych posiłków.**

Kelnerka przyniosła nam wtedy między innymi omlet, bardzo podobny do tego, którym poniżej ja Was częstuję. Idealny na śniadanie!


Kremowy omlet z łososiem i roszponką
[Kuchnia 4/2010]

Potrzebujemy:
2 jajka
sól i pieprz
3-4 łyżki oliwy
2 łyżki kremowego twarożku
50 g wędzonego łososia
garść roszponki, w oryginale rukoli
2-3 łyżki tartego parmezanu
skórka otarta z cytryny

Działamy:
Roztrzepujemy jajka, solimy i pieprzymy, a następnie podsmażamy na oliwie. Gdy jajka się lekko zetną, układamy na omlecie kawałki łososia i małe porcje twarożku. Zmniejszamy ogień, przykrywamy pokrywką i smażymy około 2-3 minut - do momentu aż góra omletu się zetnie. Podajemy posypane rukolą [bądź roszponką jak u mnie], parmezanem i skórką cytrynową. Smacznego!


Powyższy omlet jest moją propozycją do akcji zorganizowanej przez Mico z Olive&Flour - Śniadanie Majowe 2. 


* Dziś już wiem, że to pietruszka :)
**  Najlepszego wśród tych zjedzonych w restauracji. Może na ocenę podanych nam posiłków wpłynął też klimat Strasburga, tak bardzo różnego od tego, co znaleźć można kilka kilometrów dalej, za granicą...

12 komentarzy:

Anulka pisze...

Przepysznie wygląda Twój omlet-świetne dodatki, aż nabrałam ochoty;
mnie też Mama smażyła omlety w dzieciństwie, a razem z Tatą jedliśmy jajecznicę na boczku.

Emma pisze...

mmmmm zamawiam!
szkoda, że już wcześniej byłam w Strasburgu, bo bym poszła tam gdzie Ty, na takie pyszności :) Miasto z niesamowitym klimatem, to racja.
Omlety u nas w domu gościły rzadko, może dlatego teraz sama tez ich nie przygotowuję... (choć na Twój chyba się skuszę) Za to jajecznicę mogę jeść zawsze i wszędzie! :)

asieja pisze...

omletów w moim Domu raczej nie było. czasem robiłyśmy sobie z siostrą, z pysznym serem brie albo z fetą, albo po prosu z topionym.
za to niedzielna jajecznica.. robiona przez Tatę. i to też jedna z niewielu okazji, gdy przyrządza coś w kuchni. magiczne niedzielne chwile. wspólne śniadanie,to było piękne.

Zaytoon pisze...

Ja z kolei nie wyobrażam sobie dnia bez śniadania. I choć nigdy raczej go nie celebruję, to lubię czasem zaszaleć.

A zarówno jajecznica jak i omlet najlepiej smakują właśnie w wydaniu mojego Taty.

Szkoda, że tak rzadko mam okazję jeść rodzinnie...

Dziarkus pisze...

jakie pyszności! i ta bazylia na wierzchu...cudowne na śniadanie :)

Goś pisze...

Mój Tata nie robił nam nigdy jajecznicy, ale najpyszniejsze na świecie pieczarki w kokilkach i indyka zapieczonego z marchewką w piekarniku... Niesamowite pyszności. A! I oczywiście jabłecznik ;-)

Omletów mało było u mnie w domu. Często robiłyśmy je sobie same z siostą, a jeszcze dawniej robiła nam je Babcia na wspólnych wakacjach ;-)
Zamiast jajecznicy w niedzielę jajka na twardo lub miękko, a zamiast omleta - właśnie jajecznica na obiad ;-)

agatek ♪ pisze...

dla mnie śniadania są ważne i nigdy o nich nie zapominam, a na przesiadywanie w kuchni każda pora jest dobra :))

omlety uwielbiam, mnie Mama nauczyła je robić, ale to spod jej ręki wychodzą prawdziwe cuda

Twój zjadłabym ze smakiem i przyjemnością!

majana pisze...

O popatrz, a u mnie była fritata z łososiem wędzonym:)))

Pycha wygląda Twój omlet, mniam:)

Pozdrawiam:)

Weroniko pisze...

Kiedy zaczynam robić omlet, na koniec okazuje się, że z omletem to to ma wspólny jedynie kształt i śladową ilość jajek. Myślę, że ten przepis będzie dobrym początkiem prawdziwych omletów :)

majka pisze...

Ja omletow w dziecinstwie nigdy nie jadlam. Mama czesto robila nam za to jajecznice (teraz najlepsza na swiecie robi co niedziela moj M. :))

Omlety lubie ale sama rzadko je przyrzadzam. Prawde mowiac chyba nigdy jeszcze nie robilam :) Wpadne wiec do Ciebie na nauki :))

Pozdrawiam!

Bea pisze...

I ja naleze do tej malo-sniadaniowej kategorii ;)
Omlet piekny, wole sobie nie wyobrazac, jak smakuje...
I ja jedno z lepszych gastronomicznych wspomnien mam z okolic Strasbourga, z Clolmaru dokladnie rzecz biorac : fantastyczna 'tarte flambée' i idealnie do niego pasujace wino; do tego wiosenna, cudna aura, kwiaty wkolo i obiad na zalanym sloncem tarasie. Milo jest wracac do takich wspomnien :)

Pozdrawiam!

Ania vel Vespertine pisze...

Strasznie lubię omlety n:) Ale ja zawsze wrzucam jakies nadzienie i skladam je na pół, zeby srodek się dorobił.

A jajecznica u nas się często pojawia w weekendy - w sobotę :)