środa, 1 września 2010

Rożki Babci Rózi. WC.

Wędrowałam dziś ulicami Wrocławia przyglądając się mijającym mnie ludziom. Przede wszystkim młodym ludziom, dla których rok zaczyna się nie pierwszego stycznia, ale właśnie dziś. Pierwszego września. Brzdące ze swoimi rodzicami, pewnie bardziej zdenerwowanymi od nich samych, rozpoczynające swoją wielką przygodę. Starsi o parę lat, ci, którzy myślą, że już dużo wiedzą, ale wiedzą ciągle mało. Już nie tak bardzo czarno-biały tłum, nie tak jak kiedyś, ale uczucia takie jak radość, oczekiwanie i nadzieja ciągle chyba takie same. I choć jeszcze punktu odniesienie nie mają, to mam nadzieję, że wiedzą, że to jest naprawdę ich fantastyczny czas.

Zatęskniłam dziś za tamtymi latami, kiedy i dla mnie rok rozpoczynał się właśnie pierwszego września. Kiedy byłam mała, do szkoły odprowadzała mnie najczęściej Babcia Anielcia. Wędrowałyśmy naszą małą uliczką, zatrzymywałyśmy się na jej wylocie i rzut oka w lewo, potem w prawo, a potem raz jeszcze w lewo, a po drugiej stronie czekał już żółty budynek z czerwonym dachem otoczony zielenią, gdzie z okien słychać było śpiew, pełen radości i dziecięcej energii. Miałam to szczęście, że mój pan od muzyki kazał nam zawsze bardzo głośno śpiewać. Pełną piersią. I tak też przeżywało się każdy dzień. Pełną piersią.

Wczoraj ugniatając ciasto, wałkując je i wycinając z niego małe trójkąciki, właśnie o babciach myślałam. O tych moich, Anieli i Pelagii, o Wandzie, której niestety nigdy nie poznałam. O nie do końca mojej, ale wypełniającej teraz to puste miejsce po tych moich, babci Eleonorze. I o Babci Rózi, z przepisu której formowałam wczoraj małe rożki. O tych niezwykłych kobietach...


Mam nadzieję, że Basia i Pola wybaczą mi, że post pojawia się z opóźnieniem, już we wrześniu, ale mimo wszystko idealnie mi się w dzisiejszy dzień wpasował. Rogaliki to dla mnie smak Domu, smak dzieciństwa. Róży mi tylko wczoraj zabrakło, ale kiedyś była. Rósł w ogrodzie cudny krzak, na którego kwiaty zawsze z niecierpliwością czekałam, a potem, gdy róże już kwitnąć zaczynały, wsadzałam nos w ich pąki i wąchałam... najwspanialszy zapach świata! I pamiętam, że pojawiała się też potem marmolada, babcia Anielcia zapewne ją robiła...

Dziękuję Basiu za ten przepis, za tą garść wspomnień, za Twoje słowa i za ten smak. Faktycznie boski!



Przepis na rożki Babci Rózi 

Potrzebujemy:
100 ml letniego mleka
5 dag drożdży
5 łyżek cukru
30 dag mąki
3 żółtka
15 dag masła
konfitura z róży lub dobre powidła (na nadzienie)
cukier kryształ (do obtaczania rogalików)

Działamy:
Mleko, drożdże i cukier mieszamy i zostawiamy na kilkanaście minut, żeby drożdże podrosły, następnie mieszamy je z żółtkami i wlewamy do mąki wymieszanej z masłem (jeśli żółtka są duże, a masło miękkie - ciasto potrzebuje dodatkowych 50g mąki). Zagniatamy ciasto i wkładamy do głębokiego naczynia z bardzo zimną wodą i czekamy aż ciasto wypłynie (jak nie wypłynie to wyjmujemy po około 20 minutach - zwykle wypływa, ale czasem nie chce :) Ciasto wyjmujemy z wody, wykładamy na omączoną stolnicę, dzielimy na 8 częsci, wałkujemy okrągłe placki o 2-3 mm grubości, wycinamy trójkąty (każdy krążek na 8-12 trójkątów), na szerszym końcu każdego trójkąta kładziemy pół łyżeczki nadzienia, zwijamy i szczelnie ściskamy rogi, pieczemy na złoto w temperaturze 175st. (u mnie 190 stopni) około 15-20 minut. Po upieczeniu, jeszcze ciepłe, maczamy górną część w białku, a następnie w cukrze - ja posmarowałam białkiem przed pieczeniem i wtedy też posypałam cukrem. Smacznego!



18 komentarzy:

Jolanta Szyndlarewicz pisze...

Amarantko też je robiłam i najchętniej zjadłabym wszystkie:):) zje je mój mąż, ja powącham...ale za sam zapach daję 6+:) Twoje zdjęcie i rożki cudowne. Pozdrawiam ciepło:)

myniolinka pisze...

ogromnie mnie kuszą te rożki... lubię takie posypane grubym cukrem...

viridianka pisze...

dla mnie dzisiaj był pierwszy raz bez 1 września (: i w sumie się cieszę że mam jeszcze miesiąc wakacji, zobaczymy co to będzie za kilka lat.

rożki piekłam również i smakowały nam bardzo!
mnie do szkoły również babcia odprowadzała, babcia Krysia (:

Zaytoon pisze...

Oj tak, zaczyna się dla mnie nowy rok. Ostatni tego etapu. A później kolejny, z kolejnym pierwszowrześniowym początkiem. Ale innym. Dojrzalszym nieco, w odmiennej scenerii. Za rok. Teraz jeszcze przez mgnienie stare mury i znani ludzie...

Rożki są cudowne. Tak wiele razy je podziwiałam, że czuję, jakbym sama je upiekła. Szkoda, że tylko w głowie; szkoda, że nie mogę naprawdę poczuć ich cudownego smaku i zapachu...

Ściskam, Aniu! ;*

Usagi pisze...

O rany, kolejne rożki. Jak ja cierpię! One są takie ładne i tak apetycznie do mnie mrugają z ekranu :)

Magda pisze...

o tak, babcine receptury są niezastąpione :)

agatek ♪ pisze...

wspaniałe są Twoje rogaliki! wspaniałe wspomnienia i zdjęcia :))

przeglądałam w niedzielę pamiątki i trafiłam na prezent od pierwszego prawnuka dla Babci- była to maleńka tabliczka z napisem "Bóg nie mógł być wszędzie, dlatego stworzył Babcię"; ciągle się przekonuję, że to prawda :)

dorota20w pisze...

kurcze ale mi smaka narobiłaś na noc

peggykombinera pisze...

:)
pyszne, prawda?
w niedzielę je robiłam.
pychota!
:)

Robert Gutowski pisze...

Ech... piękności... ślinka kapie na klawisze...

Alinka pisze...

Też potwierdzam: pyszne są!!! Wiem co mówię, bo też piekłam:)

Karmel-itka. pisze...

zdjęcia Twoje są po prostu rewelacją.
a te rożki tak uroczo na nich wyglądają...

majka pisze...

Piekne wspomnienia Aniu :) Pamietam te wszystkie przygotowania do szkoly, kupowanie nowych zeszytow, gumek, dlugopisow...To byly fajne czasy :)

Rogaliki wygladaja przepieknie. Kiedy tak na nie patrze mam wielka ochote je zrobic. I mysle, ze chyba wreszcie sie skusze :) Tylko skad ja wezme konfiture z rozy?

Tilianara pisze...

Babcie, rożki i róża ... tyle wspomnień i ciepła :) Poczęstowałabym się rożkiem ... teraz wirtualnie, a w weekend sama będę je robić :)

buruuberii pisze...

Amarantko, nie wazne ze jeden dzien pozniej, wazne ze pieklas, ciesze sie neizmiernie! :)

Babcie to wspaniale osoby, slicznie piszesz, szkoda ze czesto tylko we wspomnianiach, ale piekne wspomnienia to cos, sle w dal usciski dla wszystkich Babc, Ciebie tez pozdrawiam cieplo (choc u mnie juz jesien) :-)

Buziaczek pisze...

Bardzo slawna ta babcia Rozalia :)) Rozki smakowicie usmiechaja sie do mnie... :)

Ania vel Vespertine pisze...

Ja Ci wybaczam to opóźnienie, Amarantko :) Warto te rożki zrobić w kazdym momencie, bo są idealne!

Weroniko pisze...

Różki z różą to faktycznie zapach domu. Szkoda, że już dawno temu najpiękniejsze krzewy róży, z których z mamą zbierałyśmy kwiaty na marmoladę stały się sąsiadkami ruchliwej drogi. Szkoda, że nie zebrałam się w sobie żeby odkryć nowe różane poletko.
A zapomniałabym. Dziękuję za powitanie we Wroc. W sobotę znaleźliśmy sobie pokoik :)