poniedziałek, 18 października 2010

Słoneczne wspomnienia. Biscotti.

Za oknem jesień w całej swojej okazałości, zamiast gorących promieni słońca z nieba, spadają na nas rude liście. Przy leżącym nieopodal cmentarzu coraz większy ruch przypominający o tym, że listopad zbliża się wielkimi krokami. W kubku herbata z pigwą i sokiem z żurawiny zamiast lemoniady. W głowie natłok myśli, mieszające się wspomnienia z planami. Wyciągnęłam nawet dawno nieużywaną talię kart i ułożyłam trzy razy pasjans, zadając jedno i to samo pytanie. Myślę nawet o spotkaniu z wróżką, ale to już byłoby chyba szaleństwo? Najlepiej zaufać swojej intuicji, prawda?

Próbując oderwać się od ciągle tych samych myśli, wspominam wakacje spędzane w słonecznej Italii. Gorące słońce, szum morza, najlepszą na świecie pizzę, pełne energii włoskie buon giorno, i tą beztroskę w duszy. Wszystko było wtedy takie proste. I nie trzeba było się tak bardzo zastanawiać nad tym co dalej... liczyło się tylko tu i teraz. 

I w ramach takich wspomnień powstają włoskie ciasteczka. Choć w Prato nigdy nie byłam.



Biscotti di Prato, bo o nich mowa, to włoskie ciasteczka, które wypieka się dwa razy. Dzięki temu są kruche i chrupiące, idealne do maczania w porannej kawie. Ich historia sięga czasów legionów rzymskich! Dzięki temu, że można je długo przechowywać, towarzyszyły legionistom w ich podbojach. I tak sobie myślę, że to niesamowite, że takie ciastka przetrwały wieki, że ktoś kiedyś je jadł i my teraz też ciągle je robimy i rozkoszujemy się ich smakiem. Naprawdę, niesamowite.


Biscotti z migdałami i morelą


Potrzebujemy:

1 duże jajko
90 g drobnego cukru
1 szklanka mąki pszennej
pół łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub z migdałów, jak wolicie)
100 g całych, obranych migdałów
70 g drobno posiekanej suszonej moreli

Działamy:

Jajko ubijamy mikserem razem z cukrem (bez rozdzielania na białko i żółtko). Dodajemy ekstrakt, mąkę wymieszaną z proszkiem, następnie dosypujemy migdały i morele, mieszamy. Obsypując dłonie mąką formujemy w podłużny chlebek o długości około 20 cm. Układamy na blaszce oprószonej mąką (ciasto będzie lepiące). Pieczemy w temperaturze 175ºC przez 25 minut, aż będzie złotobrązowe i twardsze. Wyjmujemy i studzimy.
Po wystudzeniu kroimy go nożem z piłką na 1 cm kromeczki, na ukos. Układamy je na blaszce (poziomo) i podpiekamy, aż wyschną i zrobią się chrupiące (odwaracając w połowie pieczenia na drugą stronę) - przez około 15 minut w temperaturze 180ºC.
Z przepisu otrzymujemy około 15 biscotti, które można długo przechowywać w szczelnym pojemniku. Smacznego!


Biscotti mogą być wspaniałym prezentem - właśnie dzięki temu, że mogą być długo przechowywane. A jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o historii biscotti - zapraszam TUTAJ.

18 komentarzy:

Amber pisze...

U mnie też mnóstwo jesiennych liści.Ale pasjansa nie potrafię stawiać...
Wakacyjne wspomnienia pozwalają przetrwać jesienno-zimowy czas.

Biscotti wspaniałe!Pyszne składniki.
Bardzo lubię.
Pozdrawiam serdecznie.

Kuchareczka pisze...

A ja sie zbieram i zbieram, zeby zrobic biscotti i wreszcie musze sobie to gdzies zpaisac, żeby nie zapomnieć. Bardzo mis ię spodobały twoje zdjęcia ciasteczek i bardzo chcę je wreszcie zrobic :)

kornik pisze...

Amatantko, uwielbiam biscotti, choć jeszcze bardziej wielbi je moja Mama:)
Twoje są piękne, chętnie bym się poczęstowała!

ajlowiuuu pisze...

mniam zdjęcia!
jak byś chciała to proponuję moje karty anielskie :) cudo.

Paula pisze...

ale nabrałam ochoty na takie biscotti!

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Cóż za piękne zdjęcia! I biscotti rewelacyjne!
Miło czytać u Ciebie o wakacyjnych wspomnieniach, chyba większość z nas zaczyna już tęsknić za latem:)
Pozdrowienia!

myniolinka pisze...

biscotti ciągle przede mną... Twoje tak cudnie wyglądają że mam ochotę sięgnąć przez monitor :)

aga pisze...

ale cudne:) schrupala bym je sobie ze smakiem:)

Zaytoon pisze...

Miliony ludzi, które jadły biscotti; miliony ludzi, którzy przemierzali ulice, którymi ja chodzę codziennie. Tak, Aniu, to absolutnie niesamowite. Historie, wspomnienia...

Mam nadzieję, że wszystko Ci się ułoży jak najlepiej, kochana! :*

ulcik pisze...

oj, brzmią cudownie - chętnie bym ich spróbowała :) mniam!

etrala pisze...

Musze kiedys spróbować je zrobić, wyglądają bardzo apetycznie ! No i chyba sa smaczne skoro tyle ludzi je jada ;)
Dziękuję za odwiedziny i bardzo miłe słowa :)

magda k. pisze...

uwielbiam, a Twoje zdjęcia rewelacja :)

Łasuch pisze...

Wyglądają przepięknie. Przepiękne zdjęcia. Ach rozmarzyłam się :-)

stefania pisze...

Dei biscotti molto carini, ciao

dragonfly pisze...

Któryś raz widzę te ciasteczka, ale Twoje zdjęcia to mnie powaliły po prostu. Ile bym dała, by choć jedno zjeść!!!

dorota20w pisze...

mniam
to musi być pyszne !
mam takie same talerze :)

ewelajna pisze...

Żadnych wróżek... Tylko zamęt i nic więcej...
Jak biscotti nie pomagają to... upiec jeszcze coś i jeszcze raz pooglądać zdjęcia, albo nawet parę razy:)
Ciepło pozdrawiam, Amarantko:)

Olciaky vel Olcik pisze...

W lipcu robiłam po raz drugi w życiu, zawsze korzystam z jednego przepisu- od Pani A. Kręglickiej.