Mimo tego, że kiedyś postanowiłam sobie, że każdego dnia przygotuję/ugotuję/upiekę coś nowego, coś, czego jeszcze nie robiłam czy też nie próbowałam - co obecnie różnie mi wychodzi, ale ciągle się staram - lubię wracać do tego, co jest mi już dobrze znane - na przykład do domowych obiadów mojej mamy. Lubię jej niedzielny rosół, gotowany zazwyczaj już w sobotę. Lubię najzwyklejsze, ale i najlepsze kotlety schabowe. Do tego kiszona kapusta, którą przygotowywaliśmy kiedyś razem z babcią. Pamiętam ten cały ceremoniał, najpierw godzinami szatkowanie, a potem deptanie kapusty w drewnianej beczce. Dzięki temu przez całą zimę mogliśmy się cieszyć naszą własna, najlepszą na świecie kiszoną kapustą. Po latach przerwy mój tato powrócił do kiszenia - szkoda tylko, że już niestety bez babci.
Lubię tradycję. I lubię tą świadomość, że gdy odwiedzam mamę mogę liczyć na to, że w jej garnkach znajdę zawsze coś dobrego.
Kotlety mielone inaczej. Czyli z dynią :)
Potrzebujemy:
400g dyni
pół pęczka pietruszki
2 łyżki pestek dyni
1 mała cebula
1 ząbek czosnku
50 g sera żółtego
400 g mielonej wołowiny
2 łyżki bułki tartej
2 żółtka
2 łyżki oleju
sól i pieprz cayenne
Działamy:
Dynię ucieramy na tarce. Pietruszkę drobno kroimy, kilka gałązek zostawiamy na później. Pestki dyni prażymy na patelni bez tłuszczu. Cebulę drobno siekamy. Czosnek przeciskamy przez praskę. Ser żółty ścieramy na tarce. Mięso, bułkę tartą, żółtka, pietruszkę, ziarna dyni, cebulę, czosnek i oczywiście dynię mieszamy ze sobą. Solimy i pieprzymy do smaku. Formujemy około 12 klopsików. Rozgrzewamy olej na patelnii, smażymy około 10 minut. Usmażone odsączamy na ręczniku papierowym. Podajemy z ziemniaczkami ozdabiając całość pozostałą pietruszką i ziarnami dyni. Smacznego!
Miłej, rodzinnej, uśmiechniętej niedzieli!